Karaiby 2027

Karaiby na kursie 2027

Jak nie kombinować, po przejściu Kanału Panamskiego, nim żeglarz znajdzie się na otwartych wodach Atlantyku najpierw musi przepłynąć Morze Karaibskie. A skoro już tam będziemy, prawdziwym marnotrawstwem byłoby nie pokręcić się przez chwilę, nie zajrzeć na co rzadziej odwiedzane wyspy, nie sprawdzić czy reggae dalej rozbrzmiewa na Jamajce, czy na St Croix dalej robią najlepszy rum pod słońcem i czy w Road Town nadal w kawiarniach rządzą kury…

W rytm Reggae

Czemu Jamajka? Bo wciąż na ulicy słychać tu reggae! Rytmy muzyki – żywej, dźwięcznej i głęboko zakorzenionej w historii wspólnoty płyną z domów, barów i ulicznych głośników, tworząc nieustanne tło codziennego życia. Muzyka nie jest tu atrakcją turystyczną, lecz naturalnym językiem wyrażania emocji i opowieści. Studia nagraniowe w Kingston, stolicy Jamajki, tylko próbowały uchwycić ten rytm. Ale prawdziwe dźwięki da się usłyszeć dopiero w kontekście codziennego życia Jamajczyków

A życie toczy się powoli, w rytmie wyznaczanym przez słońce, niespieszne, przyjazne rozmowy ze znajomymi i nieznajomymi – i wspólne posiłki. Bo kuchnia wyspy jest elementem jej tożsamości i odbiciem historii: wymieszanych wpływów Afryki, Europy i Karaibów. Posiłki są tu rytuałem, tradycyjne dania przygotowywane są często na ulicy, na oczach wszystkich, a dym z grilla miesza się z zapachem przypraw. Jedzenie bywa pikantne, intensywne i pełne charakteru – tak jak sama wyspa. Wspólne biesiadowanie, zwłaszcza podczas lokalnych świąt i festynów, staje się okazją do spotkań, muzyki i tańca, które trwają do późnej nocy. Coś nam się wydaje, ze poczujemy się na Jamajce – u siebie 🙂

Historia na rajskiej plaży

Kiedy Kolumb dobił do brzegów Hispanioli w 1492 roku, nie wiedział jeszcze, że właśnie zmienia historię świata. Santo Domingo — założone kilka lat później — to pierwsze europejskie miasto w obu Amerykach, starsze od niejednego państwa na mapie. Brukowane uliczki Strefy Kolonialnej i katedra z XVI wieku stoją do dziś, a spacerując między nimi łatwo poczuć, że te mury pamiętają czasy, gdy tu właśnie zaczynała się historia „Nowego Świata”.

Morze było tu zawsze w centrum — i pozostaje nim do dziś. Dominikana ma ten rzadki przywilej, że obmywają ją dwa różne akweny: od północy Atlantyk, od południa spokojniejsze Morze Karaibskie. Na półwyspie Samaná co roku zimują humbaki — tysiące wielorybów przypływa tu z otwartego oceanu, żeby w ciepłych wodach zatoki rodzić młode. Widok wieloryba wynurzającego się kilkadziesiąt metrów od burty to coś, co żaden zdjęcie nie odda sprawiedliwie.

A gdy słońce chyli się ku zachodowi, Dominikańczycy mają niezawodny przepis na koniec dnia: talerz z ryżem, fasolą i świeżo złowioną rybą, dźwięki merenque z otwartego baru i ocean tuż za plecami. Trudno się kłócić z taką filozofią życia.

Europa w raju

Jeśli po drugiej stronie Atlantyku chciałoby się poczuć jak w domu — Saint Martin jest dosłownie „w domu”. Francuska część wyspy, Saint-Martin, to oficjalnie terytorium Unii Europejskiej i część strefy Schengen, co na środku Morza Karaibskiego brzmi jak żart, ale… zdecydowanie nim nie jest. A sama wyspa jest podzielona między Francję i Holandię już od 1648 roku – granicę między obiema częściami wyznacza skromna tablica przy drodze.

Dolecieć na Saint Martin tez jest łatwo – a tutejszy port lotniczy to jedno z najbardziej znanych i spektakularnych lotnisk na świecie. Pas startowy kończy się dosłownie kilkanaście metrów od plaży Maho, a lądujące samoloty schodzą tak nisko, że fala powietrza zmiata z plaży parasole i ręczniki. Plażę codziennie wypełniają tłumy gapiów, a rozkład lotów jest tu atrakcją turystyczną.

Saint Martin – a szczególnie laguna Simpson Bay – to jedno z miejsc najczęściej odwiedzanych przez żeglarzy. Jednak kto ma ochotę zejść z utartego szlaku, znajdzie wzdłuż jej brzegów zatoczki i kotwicowiska, gdzie można spędzić czas sam na sam z karaibską przyrodą.

Na talerzu warto szukać kreolskiej kuchni, która jest prawdziwą duszą wyspy. Johnnycakes — smażone bułeczki z mąki kukurydzianej — podawane z duszoną rybą i pikantnym sosem z lokalnych papryczek to śniadanie, które znajdziesz w przydrożnych budkach po obu stronach granicy. Do tego szklanka mauby — gorzkawego napoju z kory karaibskiego drzewa, który miejscowi piją od pokoleń — i dzień można zaczynać.

Bermudy – gdzie nigdy nie bywa nudno

Kiedy w 1609 roku angielski statek Sea Venture, który zmierzał do kolonii w Virginii, rozbił się na jednej z raf Bermudów. Początkowo rozbitkowie mieli płynąć dalej — ale zostali. I trudno im się dziwić: różowe plaże, turkusowa woda, łagodne powietrze… Tak właśnie zaczęła się historia najstarszego brytyjskiego terytorium zamorskiego.
Przez kolejne stulecia wyspy żyły morzem i z morza – i nigdy nie było tam nudno: Były bazą piratów, punktem przerzutu towarów dla konfederatów w czasie wojny secesyjnej, w końcu hubem przemytniczym alkoholu w czasach prohibicji…
A jednak brytyjska państwowość jest tu solidnie zakorzeniona: miasteczko St. George’s jest najstarszą anglojęzyczną osadą w całym Nowym Świecie, a parlament w Hamilton obraduje nieprzerwanie od 1620 roku. W 1995 roku przeprowadzono referendum niepodległościowe, w którym mieszkańcy Bermudów zdecydowanie opowiedzieli się za pozostaniem częścią Zjednoczonego Królestwa.
Jednak brytyjskość jest doprawiona solidną porcją lokalnej kultury: Miejscową duszę najlepiej widać jednak podczas tańców Gombey — rytmicznych, głośnych i kolorowych widowisk wywodzących się z tradycji afrykańskich, które towarzyszą mieszkańcom przy każdej okazji wartej świętowania.

No i jest jeszcze Trójkąt Bermudzki. Kto nie słyszał o znikających statkach, szalejących kompasach, czy samolotach przepadających bez śladu! Legendy narastają przez dekady i przyćmiewają mało fascynujące fakty: liczba katastrof w tym rejonie, przy uwzględnieniu intensywności ruchu, nie odbiega od średniej dla całego Atlantyku. Można zatem spokojnie żeglować na północ po wodach bermudów – albo zrobić sobie tu miły przystanek!

Jak? Gdzie? Kiedy?

Niedzwiedzia 3

ETAP 1

W rytmie reggea
Termin: 27 stycznia 2027 – 10 lutego 2027 (14 dni)
Trasa: Colon na San Bias (Panama) – Jamajka
Dystans: 650 Nm
Kapitan: Maciej Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Niedzwiedzia 3

ETAP 2

Cuba, la isla bonita
Termin: 10 lutego – 24 lutego 2027 (14 dni)
Trasa: Jamajka – Kuba
Kapitan: Maciej Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Niedzwiedzia 3

ETAP 3

Buena Vista Sailing Club
Termin: 24 lutego – 10 marca 2027 (14 dni)
Trasa: Kuba – Dominikana
Kapitan: Maciej Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Niedzwiedzia 3

ETAP 4

Karaibskie kontrasty
Termin: 10 marca – 24 marca 2027 (14 dni)
Trasa: Dominikana – St Martin (UE/Francja)
Dystans: 400 Nm
Kapitan: Maciej Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Niedzwiedzia 3

ETAP 5

Karaiby po francusku
Termin: 24 marca – 7 kwietnia 2027 (14 dni)
Trasa: St Martin – St Martin (UE/Francja)
Dystans: 400 Nm
Kapitan: Maciek Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Niedzwiedzia 3

ETAP 6

Żeglowanie po trójkącie
Termin: 7 kwietnia – 21 kwietnia 2027 (14 dni)
Trasa: St Martin (UE/Francja) – Bermudy (UK)
Dystans: 750 Nm
Kapitan: Maciek Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Niedzwiedzia 3

ETAP 7

Do brzegów Nowej Szkocji
Termin: 21 kwietnia – 5 maja 2027 (14 dni)
Trasa: Bermudy (UK) – Halifax
Dystans: 800 Nm
Kapitan: Maciej Sodkiewicz

Dołącz do załogi

Jacht

Niedzwiedzia 3
W rejs wyruszymy na pokładzie naszej Inatiz. Nasza stalowa dziewczyna unie raz udowodniła, że niestraszne jej żeglowanie po pełnych lodu wodach Arktyki czy sztormowym jesiennym Atlantyku. Zbudowana z myślą o dalekich wyprawach na każdym kroku odwdzięcza się za staranność, z jaką przemyślany został każdy szczegół jej konstrukcji – zapewniając załodze maksimum bezpieczeństwa i komfortu.
  • Ponad 16m długości i blisko 5 m szerokości zapewnia ogromną przestrzeń życiową dla ledwie 9 osobowej załogi – i bez trudu pozwala zabrać wszystko, co tylko może być potrzebne w dalekiej wyprawie
  • Bardzo mocny kadłub zbudowany z 6mm blachy ze wzmocnieniami na linii wodnej, dodatkowo wzmocniony systemem 5 grodzi wodoszczelnych
  • Kompleksowe ocieplenie kadłuba i 3 niezależne systemy ogrzewana zapewnią komfortową temperaturę wewnątrz jachtu w każdych warunkach
  • 2000 litrów paliwa i 1500 litrów wody zapewniają autonomię na długie tygodnie. A do tego jest odsalarka, więc zawsze możemy wyprodukować więcej wody 😉
  • Zamknięta sterówka z w pełni funkcjonalnym stanowiskiem sterowym zapewnia bezpieczeństwo i komfort wachtom w każdych warunkach
  • Zdublowany radar, dwa niezależne chartplottery, zestaw echosond – gwarantuję bezpieczeństwo
  • Mocny silnik i duża uciągowa śruba pozwalają śmiało stawić czoła przeciwnej fali
  • Hydrauliczna winda kotwiczna pozwoli sprawnie rzucić i podnieść kotwicę ilekroć tylko będzie to potrzebne
  • Zabierzemy ze sobą ponton z silnikiem (oraz drugi zapasowy), dzięki czemu będziemy mogli schodzić na ląd w odludnych miejscach – zawsze mając plan B dostania się na jacht
  • We wnętrzu jachtu znajdziecie miejsca dla 9 osób, 2 łazienki oraz w pełni wyposażony kambuz wraz z lodówką, zamrażarką oraz piekarnikiem i opiekaczem
  • Tak, na jachcie jest kominek.