Najnowsze wieści z Barlovento

10430884_285969678251710_4641659009551350197_nNa kolejną wiadomość od załogi nie trzeba było długo czekać! Dzisiaj napisali do nas tak:

„Płyniemy praktycznie prosto na zachód – niestety również prawie prosto pod wiatr. Na szczęście siła wiatru nie przekracza 6 węzłów i przeciwny wiatr nie daje sie nam we znaki. Za to zaczynamy być zmęczeni monotonnym dźwiękiem silnika. Co prawda silnik na Barlovento ma genialne właściwości usypiające, ale ile można spać??

Pierwsze dwa dni żeglugi upłynęły pod znakiem zapoznania się z jachtem (przynajmniej dla tej części załogi, która na pokład Barlovento weszła po raz pierwszy). Testujemy również nowe rozwiązania, takie jak ekspres do kawy. Czerwony, przypominający kształtem jakby pingwina?? (tak, tak, to okolice innego bieguna, ale co poradzić…) już został najlepszym przyjacielem wszystkich kawoszy na pokładzie. Ba.! zdołał przekonać do siebie nawet kapitana – mimo, że Tomek był z początku nieco sceptyczny… Ale cóż, latte ze spienionym mlekiem czasem potrafi zdziałać cuda!

Teraz czekamy tylko na bardziej korzystny wiatr (prognoza go nie wyklucza) oraz troszkę słońca (szara, solidna warstwa chmur pokrywająca całe niebo nie jest najsympatyczniejsza). Chcielibyśmy również spotkać kolejne stadko waleni – wczoraj pokazały się kilkaset metrów od jachtu… cóż, nie wrócą póki nie odstawimy silnika.

Pozdrowienia od całej załogi etapu III!

PS Właśnie minęliśmy połowę drogi do Grenlandii!”

Za obszerną relację dziękujemy i czekamy na następne…!

 

Barlovento opuściło Reykjavik

imageNowa załoga Barlovento II obiecała często się meldować. Nie zdążyli jeszcze dobrze wypłynąć z Reykjaviku  a już mamy od nich pierwsze informacje: „Żegluga spokojna, wiatru 5-10 węzłów z baksztagu, więc trochę pomagamy silnikiem… Kto nie steruje, odsypia przygotowania 🙂 ”

Odsypiajcie póki możecie!!

Etap III pozdrawia..!

20140714 etap III witaPo niedzielnym zamieszaniu związanym z wymianą załogi, dziś władanie nad stojącym w Reykjaviku  Barlovento II na dobre przejęła załoga etapu III, która pod dowództwem kpt. Tomka – Miśka – Kulawika pożegluje zwiedzać wschodnie wybrzeże Grenlandii.

Dzień minął bardzo pracowicie: Trzeba było posprzątać po swojemu, zrobić zakupy – na wszelki wypadek na całe trzy tygodnie, zatankować jacht, uzupełnić zapasy gazu… Oczywiście przez cały dzień nie było czasu na takie drobiazgi jak jedzenie, więc wachta kambuzowa dopiero po 19:00 kończy zmywać naczynia po obiedzie.

Jak wszystko będzie posprzątane i zaształowane, a z odpowietrzenia zbiorników wody słodkiej poleje się woda wyraźnie pokazując, że więcej niż 800 litrów to one nie pomieszczą – będzie można oddać cumy – i ruszyć w kierunku prawdziwej Arktyki..!

Etap III pozdrawia i obiecuje często się meldować 😉

Barlovento w operze

20140712 harpaPozdrowienia z Reykjaviku! Stoimy w jachtklubie przy operze, od główek w lewo. Tak kulturalnego zakończenia rejsu jeszcze nie miałem!

Taki SMS od kpt. Darka Zubra przyszedł dziś z samego rana. Czyli jutrzejsza wymiana załóg odbędzie się w cieniu wspaniałej architektury – bo islandzka najnowsza sala koncertowa Harpa to budynek, którego nie sposób przeoczyć czy zapomnieć!

Przystanek na Vestmannaeyjar

http://www.flickriver.com/photos/jaari/Jeśli Islandia jest królestwem wulkanów, to Barlovento właśnie zameldowało się na wulkanicznym punkcie odprawy granicznej! – kpt. Darek Zuber dzwoniąc dziś (8 lipca 2014) do nas był w świetnym humorze – Mamy sporo czasu, do Reykjaviku zostało nieco ponad 110 mil, wieje spokojniutkie 10 węzłów, więc zrobiliśmy sobie dziś przystanek na Vestmannaeyjar. Bo być w okolicy i nie sprawdzić, na ile wulkanom udało się w 1973 zasypać ten porcik, to by było ciężkie niedopatrzenie…

Rzeczywiście, zdjęcia z 23 stycznia 1973, gdy na miejscu kamienistej łąki z chwili na chwilę zaczęła wypiętrzać się ognista góra, są niesamowite. Tony popiołu zasypały miasteczko na wysokość kilku metrów, a języki lawy niemal zablokowały wejście do rybackiego porciku. Ponad 5000 mieszkańców w jedną noc ewakuowano na odległą o ledwie 5 mil Islandię. Zbiór zdjęć z wydarzeń z 1973 roku można obejrzeć m.in. tutaj: http://www.flickriver.com/photos/jaari/sets/72157630583983598/

Niewiarygodne, a jednak 2 lata po kataklizmie ludzie znów mieszkali na wyspie. Załoga II etapu naszej wyprawy trafiła w naprawdę niezwykłe miejsce..!

 

W drodze, czyli: się bujamy..!

20140706Dziś dotarła do nas korespondencja z pokładu Barlovento II:

„63°39,44N 012°56,86W – się bujamy..!”

Co prawda ograniczenie do 160 znaków w smsach wysyłanych przez telefon satelitarny wymusza lakoniczność stylu, jednak zwięzłość tej wypowiedzi wydawała się nam przesadna… Przynajmniej do momentu, gdy zaczęliśmy w odpowiedzi opracowywać prognozę pogody: Wiatr średnio 15 węzłów z południowego wschodu oznacza dla naszego jachtu baksztagową żeglugę na długiej, atlantyckiej fali. Mile szybko lecą, tylko ta huśtawka – raz prawa burta, raz lewa, i znów na prawą… Nie da się ukryć, się bujają..!

Takie Szetlandy – tylko bardziej

Na-Wyspach-Owczych

No i w końcu dotarła zapowiadana relacja z Wysp Owczych. Po południu zadzwonił Tomek Kania i zdyszany w trzech zdaniach usiłował opowiedzieć o tym, co zobaczyli w Tromshavn i okolicach:

Po pierwsze znów zrobili ze mnie szofera! – rozgoryczenie w głosie całkiem zrozumiałe, w końcu to Tomek przywiózł busem do Bergen większość załogi II etapu, ich prowiant, rzeczy… oraz tych kilka(naście) koniecznych drobiazgów, które jakoś się nam zapomniały w Gdyni. No ale przynajmniej wiadomo, że wypożyczyli samochód…

hp photosmart 720

Po drugie te Owcze to takie Szetlandy – tylko bardziej: Bardziej tu pada, bardziej tu wieje, porty węższe, prądy silniejsze… A na lądzie: góry są bardziej urwiste, drogi bardziej kręte… No i miejsca bardziej zagubionego po środku nigdzie to chyba zwyczajnie nie ma… O-ooho, z takimi stwierdzeniami to poczekajmy do kolejnych etapów, kiedy przyjdzie odwiedzić Jan Mayen, ale zobaczymy co dalej…

hp photosmart 720

Tylko czemu one w ogóle są Owcze?? Przez całą wycieczkę nie zobaczyliśmy ani jednej owcy, na Szetlandach było ich pełno, a tu tylko utknęliśmy w stadzie krów spacerujących drogą..! Znaczy się było kilka czarnych owiec, ale to wczoraj  wieczorem w pubie

Zagadka bywających w pubie w Tromshavn czarnych owiec rozwiązała się kilka minut później – gdy dotarły do nas zdjęcia z pobytu kolegów na Owczych. O tak, w miłe spotkanie z takimi owieczkami można uwierzyć..!

Barlovento II już na Wyspach Owczych!

owcze-podejscieTa niewielka, mało wyraźna jednostka w prawej części zdjęcia z kamery internetowej z Tronshanv to chyba nasz jachcik!
Załoga II etapu  przekazała nam wiadomość, że właśnie dotarli do Tronshanv – stolicy Wysp Owczych. Całą drogę z Szetlandów mieli dobry wiatr i nawet krótki sztormik nie popsuł im humorów. Co innego deszcz – ten lunął w środę i nieustannie padał przez ponad dobę. Dlatego na więcej informacji musimy poczekać, aż wszyscy trochę przeschną…

Szetlandzkie impresje

lerwick-spacer_01

Zarówno prognoza pogody, jak i przewidywania kpt. Darka Zubra sprawdziły się w stu procentach: Od soboty wiało stabilnie 15 do 20 węzłów z połówki prawego halsu. Barlovento przechyliło stabilnie na lewą burtę i z łatwością rozpędziło do ponad 6 węzłów – aż trudno uwierzyć, że ten jacht waży ponad 30 ton!
Również załoga dobrze zaadoptowała jednostajny przechył – co prawda do kingstona było 'pod górkę’, ale za to łatwo było odwiedzić rezydującego na zawietrznej kapitana.

lerwick-spacer_06

Po dwóch dobach takiej popisowej żeglugi dziś tuż po świcie na horyzoncie pojawiły się Szetlandy – a o 11:27 polskiego czasu Barlovento zacumowało w Lerwick, stolicy tego niewielkiego archipelagu. A że w Lerwick co najmniej dwie kamerki internetowe na bieżąco transmitują widok na przystań jachtową, zespół brzegowy mógł na żywo śledzić manewry portowe naszego jachtu. Cóż, w dzisiejszych czasach permanentna inwigilacja sięga nawet na morze…

lerwick-spacer_08

Dla tych, którzy po raz pierwszy żeglują na północ, Szetlandy to zaskoczenie: są tak bardzo różne od znajomych krajobrazów. Puste, kamieniste, a jednak zielone! Kamienne murki aż po horyzont, kamienne uliczki wśród kamiennych domów krytych kamienna dachówką. A wśród tej szarości – soczysta, trawiasta zieleń…
Nie inaczej było z tą częścią załogi Barlovento, która po raz pierwszy dotarła tak daleko na północ – ekipa była tak zachwycona spacerem po mieście i okolicy, że nawet wizytę w pubie, gdzie czekały pinty schłodzonego ale odłożono na popołudnie.

PS:
Załoga I etapu przekazała nam dziś pozdrowienia spod Goetteborga – wyposażeni w namioty i wszelki sprzęt kempingowy niespiesznie zmierzają do Polski, zwiedzając przy okazji Skandynawię. Mówią, ze koło czwartku powinni być już w domu…

W Bergen – tylko na moment

Bergen BryggenDziś, czyli w sobotę, 28 czerwca 2014, tuż po godzinie 6:00 Barlovento II opuściło Bergen.

I nie, nie ma w powyższym wpisie żadnej pomyłki, wcale nie zapomnieliśmy pochwalić się, że nasz jacht przybył do Bergen… Najzwyczajniej w świecie – nie zdążyliśmy…

Jak to wszystko było: po ledwie półtorej doby żeglugi ze Stravanger Barlovento II podało cumy w Bergen w piątek późnym – ale to naprawdę późnym – wieczorem. Traf chciał, że ledwie moment wcześniej nieopodal Bryggen zaparkował bus, który przywiózł z Polski załogę II etapu. Mieli dotrzeć do Bergen dopiero w sobotę – ale jakoś tak sprawnie im się jechało.

Póki nie przepytamy większej liczny świadków, zagadką pozostanie dla nas, jak kpt. Darek Zuber nakłonił załogę I etapu do nocnego sklarowania jachtu i przekazania go nowej ekipie. Musiał być zabójczo skuteczny, bo o 6:00 Barlovento było zaształowane i gotowe do wyjścia w morze. I zaraz potem rzeczywiście oddano cumy…

A na co miałem czekać? – Darek zadzwonił koło 10:00, łapiąc ostatnie minuty zasięgu GSM. – Dziś i w niedzielę będę miał umiarkowane wiatry do 20knt, mniej więcej z połówki i jakoś w poniedziałek powinienem być na Szetlandach. Gdybym postał w Bergen do niedzieli, załapałbym się na strefę słabych wiatrów i bujał po tym Północnym nie wiedzieć jak długo. A tak będę miał trochę zapasu, żeby w razie co przeczekać w Lerwick czy na Owczych któryś z tych północnoatlantyckich sztormów…

W ten oto sposób I etap wyprawy Lodowe Krainy 2014 przeszedł do historii. Rozpoczynamy przygodę z etapem II..!