Moc Wiatru – Maciek Sodkiewicz w podkascie PZŻ

Dla osób nie związanych z żeglarstwem wyprawowy sama idea, by dobrowolnie wybrać żeglowanie między krami lodowymi zamiast leniwej bryzy w tropikach, wydaje się – dziwna. Dlatego w podcascie „Moc Wiatru” Maciek Sodkiewicz opowiada o fascynacji Arktyką, gdzie surowa natura i historia wielkich odkrywców splatają się w jedną opowieść. W rozmowie z Moniką Bronicką zabiera wszystkich w podróż do miejsc, gdzie mało kto dociera – tam, gdzie nawigacja staje się sztuką przetrwania, a kilka centymetrów stalowego poszycia decyduje o życiu. 

Podcast w wersji streaming znajdziecie tutaj:

A tu samą wersję audio:

Żeglarstwo wyprawowe, czyli praca zespołowa

Ile widzi kapitan? wypływając z portu zabiera ze sobą najświeższą prognozę, która daje wiarygodną orientację, co będzie działo się w pogodzie na góra trzy dni naprzód. Potem, z dala od brzegu, zostaje obserwacja barometru i chmur na horyzoncie. Jeśli są nadawane dla danego regionu, można próbować wsłuchiwać się w prognozy nadawane na falach HF, współcześnie można też wznosić modły do wszelkich sił wyższych, by na rozfalowanym oceanie, pod ołowianym niebem, ten czy inny satelitarny serwis meteo pozwolił ściągnąć GRIBa (nie wiedzieć czemu, transmisja zrywa się zazwyczaj na poziomie 90-95% i – najczęściej trzeba zaczynać od nowa…). Na wodach, gdzie grozi spotkanie z górami lodowymi można obserwować też (szczególnie we mgle) temperaturę wody i ekran radaru. I być przygotowanym na wszystko.
Można też mieć zespół brzegowy 🙂 Doświadczonych przyjaciół, którzy będą monitorować wszystkie zmiany modeli pogodowych, ściągną każdą najświeższą mapę lodową, złożą wszystkie informacje w całość – i w jednym satelitarnym SMSie (no czasem trzech 😉 ) zasugerują rozwiązanie zagadki nawigacyjnej, której kapitan wypływając z portu nie by w stanie przewidzieć.
„Przy Grenlandii będzie niż. Ciekawy. Jeśli będziecie na 58 46N 043 20W w pon o 1200 UTC, ale nie szybciej, przepuścisz wiatr przodem”... A jest piątkowe popołudnie, Inatiz żegluje niespiesznie pod pełną genuą w łagodnym baksztagu, a załoga cieszy się pierwszymi od czterech dni przebłyskami słońca. Do wyznaczonego punktu jeszcze 300 mil – więc trzeba przerwać tą sielankę. Ale doświadczenie nasze konsekwentnie uczy, że z brzegu po prostu widać – więcej.
Jak bardzo „więcej” kapitan zazwyczaj dowiaduje się w porcie, gdy zobaczy mapy pogodowe ze swojego przelotu 😉
Podobnie z sytuacją lodową. Ta w okresie topnienia lodu i silnych sztormów zmienia się istotnie nawet z dnia na dzień. Mapa lodowa sprzed 9 dni w momencie dopływania do wybrzeża Grenlandii ma umiarkowaną wartość, ale znów – w naszym projekcie kapitan nigdy nie zostaje sam 🙂
„Nowa mapa lodowa: po poniedziałkowym sztormie: wszystko poniżej Paamiut zabite lodem. Uważaj na jęzor lodu N-S do 60 30N 49 30W”
I nawet jeśli wiatr i dryf nieco przesuną pole lodowe, gdy bryły lodu pojawia się się na rozfalowanym morzu, wiadomo z której strony je omijać. Bo rzeczywistość czasem rozmija się z prognozami, a koniec końców decyzje podejmuje zawsze kapitan. Ale jeśli na bieżąco przekaże na brzeg to co widzi, za chwilę otrzyma lepsze wsparcie.
To wszystko tylko z pozoru wydaje się proste: Trzeba stale pracować razem, budując wzajemne zaufanie, tworząc wspólny język szybkiej i zrozumiałej komunikacji. Na wodzie trzeba umieć przyjmować rady, na lądzie podporządkować rozkład dnia potrzebom kapitana, który żegluje gdzieś na końcu świata, często w innej strefie czasowej. Nasz zespół pracuje razem przez cały czas trwania projektu – bez względu na to, gdzie akurat się znajdujemy. Mocno wierzymy, że dzięki udaje się bezpiecznie realizować śmiałe plany 🙂
..a że czasami któryś z kapitanów powie ekipie na brzegu, że jest skuteczniejsza niż osławiony Pegasus? To tylko taki skutek uboczny 😉

Świętowanie po Grenlandzku

Kiedy najlepiej dotrzeć na Grenlandię? Oczywiście w święto narodowe! 🙂
Po przeczekiwaniu sztormowej pogody na Wyspach Owczych i pośpiesznej wymianie załogi w Reykjaviku żegluga w kierunku Grenlandii miała być już miła i spokojna – a okazała się całkiem emocjonującym lawirowaniem między głębokimi niżami, mgłą i polami lodowymi szczelnie otulającymi całą południowy koniec tej arktycznej wyspy.
Załoga 3 etapu zostawiła za rufą ponad 1000 mil i dziewięć dni żeglugi nim w końcu Inatiz dotarła do brzegów Grenlandii – w zacisznym porcie Paamiut. Ale za to jakie czekało na nas powitanie! Trafiliśmy do osady w dniu święta narodowego Grenlandii – ustanowionego w najdłuższy dzień roku, by uczcić tak cenne w Arktyce światło i początek lata przyjaznego ludziom lata.🌞🌼🌸 Jeszcze nim na dobre podaliśmy cumy, już przyjmujący nas do burty swojego kutra rybacy zaprosili nas do wspólnego świętowania.
Jak się świętuje na Grenlandii? Przede wszystkim: elastycznie. Ponieważ pogoda okazała się mało letnia (mówiąc wprost – lało), pani burmistrz osady zdecydowała o przeniesieniu festynu z udekorowanego grenlandzkimi flagami centralnego placu osady do hali sportowej.
Po drugie: wspólnie. W szybkie przenosiny nagłośnienia, grilli i stołów zaangażowali się po prostu wszyscy. Grille ktoś przewiózł wózkiem widłowym, głośniki przejechały pickupem lokalnej firmy budowanej, a nawet demonstracyjnie zblazowane nastolatki pomagały przenosić ławki 😉
Po trzecie: tradycyjnie. Dla Inuitów, również tych żyjących na Grenlandii świętowanie nieodłącznie związane jest z dzieleniem się jedzeniem z całą społecznością. Dlatego food sharing był chyba najważniejszym punktem programu. Serwowano grillowaną fokę, gotowanego woła piżmowego, oraz wieloryba w dwóch postaciach: z grilla oraz w postaci plastrów odcinanych z mrożonej bryły mięsa – coś a la carpaccio 😉 Jedzenia nie mogło zabraknąć, więc gdy przygotowane zapasy się przerzedziły, pewna starsza pani po prostu przyniosła z domu kolejną fokę, podzieliła ją na miejscu i po prostu dorzuciła na grilla.
Po czwarte: z szacunkiem dla duchów natury. Co prawda w Paamiut stoi jeden z najstarszych kościołów na Grenlandii, a misjonarze pojawiali się tu od końca XVIII wieku, wszyscy wiedzą, że złe duchy trzeba odstraszyć nim zacznie się świętować. Było to zadaniem poprzebieranych za czarne, straszliwe stwory dzieci – które swoją rolę traktowały śmiertelnie poważnie.
Po piąte: różnorodnie. wszyscy bawili się równie dobrze przy tradycyjnej muzyce akordeonu wykonywanej przez starszego już wiekiem Kaia Olsena (dowiedzieliśmy się później, że ma status Grenlandzkiego folkowego celebryty), jak i ostrym rocku wykonywanym przez rodzinną kapelę 😉
Wreszcie: grając w piłkę. Na koniec festynu, mimo wciąż padającego deszczu,na boisko wyległa chyba połowa osady, zawodników było znacznie więcej niż 22, a podział na drużyny mocno symboliczny. Ale Emocji i pięknych goli nie brakło!
…uff, działo się… a to tylko początek grenlandzkich emocji 🙂

Maciek Sodkiewicz w audycji „Radiowa Szkoła pod Żaglami” Radia Szczecin

Po emisji fascynującego reportażu o czeskim moreplavecu, Rudzie Krautschneiderze (fascynująca postać! gorąco polecamy posłuchać!!), pani redaktor Katarzyna Wolnik-Sayna zaprosiła do rozmowy w ramach audycji „Radiowa Szkoła pod Żaglami” naszego niespokojnego ducha morskiego – Maćka Sodkiewicza 😉
Oczywiście musiało być o naszych wyprawach – ale i o tym po co się pływa, tak w ogóle 😉

Link do audycji na stronach Radia Szczecin znajdziecie [tutaj].

Festiwal Śladami Marzeń – mamy II nagrodę!

To był bardzo intensywny weekend. Rozpoczęliśmy od prelekcji na targach Yacht Salon, a potem pochłonął nas Festiwal Podróżniczy Śladami Marzeń. Atmosfera była super. Spotkaliśmy wielu znajomych, nawiązaliśmy nowe znajomości… Jednym słowem dobrze się bawiliśmy. Na sam koniec, zupełnie znienacka okazało się, że nasza opowieść o Inuitach znad Zatoki Hudsona zdobyła 2gą nagrodę festiwalu. Sami nie wiemy jak to się stało, że nasza włóczęga pomarańczowym jachtem uplasowała się tak wysoko spośród zgłoszonych 72 podróżniczych projektów. Wróciliśmy z Poznania zmęczeni ale naładowani pozytywną energią 😁⛵💪

Maciek Sodkiewicz u siebie – czyli w Radio Tczew ;)

Człowieka, który wiele podróżuje zazwyczaj najtrudniej zastać… w domu.
Dlatego fakt, że Maciek Sodkiewicz wystąpił na antenie antenie swojego „domowego” Radia Tczew trzeba zapisać iście złotymi zgłoskami… 😉
Tym bardziej warto, że dał się namówić na półgodzinną opowieść i o ostatniej wyprawie na Zatokę Hudsona, i o szkole pod żaglami, i o pływaniu w ogóle…

Archiwalnej audycji możecie posłuchać tutaj

Maciek Sodkiewicz u Tomasza Gorazdowskiego w audycji „Life Guru”

Audycje Tomasza Gorazdowskiego w dawnej „Trójce” czy dziś na antenie Radia 3 5 7 to zawsze czas niespiesznych rozmów na nieoczywiste tematy przerywanych świetną muzyką – zawsze jakby na temat 😉
W ostatnią sobotę, 22 kwietnia w audycji „Life Guru” gościł Maciek Sodkiewicz. A że Maciek opowiadać ciekawie i niespiesznie potrafi… to sami posłuchajcie 😉

Link do audycji tutaj.

 

Kolos za 2022 rok w kategorii Żeglarstwo dla naszej wyprawy!

Kolosy 2023 Gdynia

Niesamowicie miło nam poinformować że w trakcie 25. Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów – znanych również jako Festiwal „Kolosy” – nasza wyprawa na Zatokę Hudsona została uznana za najciekawszy żeglarski projekt 2022 roku – a jej kapitan, Maciek Sodkiewicz otrzymał Kolosa w kategorii Żeglarstwo!

Z ogromną frajdą wracamy do chwili gigantycznego zaskoczenia, kiedy w sobotnie popołudnie Maciek Sodkiewicz został wywołany na scenę by odebrać Kolosa za 2022 🙂 To był moment satysfakcji i radości – otrzymać nagrodę główną największej w Europie imprezy podróżniczej!

 

 

Ale wiemy też, że znów mieliśmy wielką przyjemność spotkać wspaniałych Podróżników, Alpinistów i Żeglarzy, przy których znów poczuliśmy się jacyś tacy… zwyczajni? I którzy znów natchnęli nas energią do odkrywania kolejnych końców świata – na których nas jeszcze nie było!